Z życia nocnego stróża

„No, każdy człowiek ma do czegoś, wie pan, zamiłowanie…”
Z punktu widzenia nocnego stróża, Krzysztofa Kieślowskiego

Jest rzeczą godną uwagi dyskretne zamiłowanie naszych portierów do literatury.
My, pracownicy uczelni, być może nazbyt bezrefleksyjnie, jakby w przelocie, pozdrawiamy tych ludzi, stojących na straży wydziału, wydających nam klucze, dokonujących wszelkich napraw, bez których praca nasza nie byłaby możliwa. Skoro jednak u podstaw pracy tej leży tajemny, jakże niedoceniony wysiłek tak wielu osób, które dzień i noc czuwają nad porządkiem w miejscu, gdzie my, literaci, pożeramy tysiące ksiąg i płodzimy drugie tyle, staje się jasnym, iż w istocie wawrzyny chwały należą się tym właśnie ludziom. To za ich sprawą każdego dnia wkraczamy do schludnego budynku, sprawnie i bez szwanku dostajemy się do dziesiątek sal wykładowych, gdzie kolejne pokolenia mogą chłonąć upragnioną wiedzę.
Owi milczący bohaterowie mają wszelako swoje sekrety. Któż odgadnie, jakie pasje, jakie wzniosłe namiętności powodują tymi niezłomnymi stróżami idei?
Owóż pracując do późnych godzin nocnych w moim gabinecie na trzecim piętrze, skąd od czasu do czasu jedynie schodzę na dół, by napić się kawy i zapalić papierosa, miałem okazję obserwować tych niezauważalnych ludzi, miałem okazję rozmawiać z nimi, choć przyznać trzeba, że zdają się dość małomówni. To rzecz prosta: nie ufają nam.
Jednakże powoli zaczynałem się domyślać.
Kilka razy, kiedy pogasły już niemal wszystkie światła i nocni stróże najwyraźniej zapomnieli o mojej obecności w ogromnym budynku uczelni, zdołałem przyłapać ich na gorącym uczynku. Oto gdy zapadnie zmierzch, gdy pogasną światła, drzwi zaś są już zamknięte, rozpoczynają się ich niesamowite wiece. Odtąd przestaje obowiązywać zakaz palenia na korytarzach, z rąk do rąk krążą szklanki mocnego trunku, gra muzyka z gramofonu, i toczą się debaty zapalonych erudytów.
Zdarzyło mi się na przykład podsłuchać rozmowy o dwudziestowicznych teoriach literatury. Ktoś perorował z zapałem na temat rosyjskiego formalizmu, ktoś wskazywał na dług, jaki wobec formalistów mają strukturaliści, ktoś krytykował naiwną pedanterię tych ostatnich, ktoś z przymrużeniem oka dowodził, że Lévi-Strauss w swojej Strukturze mitów sam staje się analizowanym przez siebie Edypem, gdyż – mniej lub bardziej świadomie – poprzez przemilczenie symbolicznie zabija swego intelektualnego ojca, Freuda, któremu zawdzięcza więcej niż mu się zdaje. Dodać trzeba, że mamy tu niewielki klubik miłośników tzw. French Theory: na rozwieszanych w kantorkach plakatach i widokówkach, nawet na kubkach do kawy, rozpoznać można twarze czołowych francuskich myślicieli, jak Barthes, Derrida, Baudrillard czy Kristeva. Nic też dziwnego, że to właśnie tutaj podsunięto mi fascynującą myśl, iż Dżuma Alberta Camus jest paraboliczną opowieścią inspirowaną Powstaniem warszawskim.
Z nie mniejszym zapałem rozprawia się tu o bajecznej starożytności. Znam jednego stróża, co wychwala pod niebiosa wiekopomne dzieło Owidiusza, przy czym dowodzi on z niezachwianym przekonaniem, że to właśnie autor Metamorfoz dał filozoficzne podstawy teorii ewolucji. Chętnie więc czyta się u nas eseje Zielińskiego, Parandowskiego, Kubiaka na temat dawnej kultury Grecji i Rzymu. Czasami, przy winie, posłuchać można dźwięcznych deklamacji najpiękniejszej łacińskiej poezji, i kto nastawi ucha, tego dreszczem przejmą laurowe heksametry Wergilego, spiżowy tembr pieśni Horacego czy aurea dicta Lukrecjusza.
Powiedzieli mi, że nie ma martwych języków, są tylko uśpione umysły.
Jeszcze na długo przed świtem, przy świecach, rozprawia się o wiedzy tajemnej, jej córce, alchemii, o ich związkach z chrześcijaństwem i wpływie na psychoanalizę.
„Jak na górze, tak i na dole”, rzecze Hermes Trismegistos. Bulgocze alembik dyskusji, unoszą się szlachetne gazy w atanorze wtajemniczonych, ciężki ołów codzienności przemienia się w złoto duchowych wędrówek.
Na takich astralnych peregrynacjach pędzą nieskończone godziny owi strażnicy zmierzchów, którzy na dobre i na złe związali losy swe z akademią. Albowiem, jak mówi bard, „ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś”.

Reklamy

About Karol Krzyżosiak


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: